|
Blog > Komentarze do wpisu
24 little hours
Jeszcze we wtorek rano telepałam sie autobusem podmiejskim do centrum handlowego wileńska, jeszcze po południu nerwowo szukałam swojej lamerskiej trzydniówki, a już wieczorem siedziałam na stacji Denfert-Rochereau i zastanawiałam się, któryż to facet może być Davidem, kuzynem Marty. Przyjechał, wziął mój plecak, dał nam bilety do metra i w drogę; pierwsze spojrzenie na wieżę Eiffla, pierwsze żarciki o linii numer 4, która nazywa się tak, bo zawsze jest w niej 40 stopni, i wysiedliśmy w Sevres, tam, skad ceramika. Przynajmniej tak mówi Marta, ale można jej wierzyć, bo studiowała historię sztuki. David jest prawdopodobnie jedną z najbardziej zadziwiających osób jakie znam: tak naprawdę do niedawna nawet nie wiedział, że jest ktoś taki jak Marta, poznał nas w metrze, ale wziął specjalnie wolne w pracy następnego dnia, żeby nas nie puścić samych po Paryżu, zwiedzał z nami, żartował, ukradkowo postawił obiad w chińskiej resto ("bo wy nie pracujecie"), i piwo na Montmartrze. Potem chciał mnie wyrzucić z mieszkania, bo przyznałam się, że w 2006 byłam za Włochami, ale ostatecznie uznał, że nie mogę być idealna. Co do mieszkania w Paryżu, to nie da się go znaleźć, nie jeżeli jesteś studentką z ograniczonym budżetem, do tego zagranicznym i na pięć miesięcy. Spotkana w jednym z hosteli recepcjonistka mówi, że to wojna, że nie można być uczciwym, bo uczciwi kończą na ulicy; no ale jakoś się udało, po czterech dniach bycia paryskim SDF jestem teraz paryżanką z banlieue, a właściwie Bagneux: mocno czarniawe przedmieścia, jak widzę kogoś białego to gapię się zdziwiona. Mieszkanie jest u sióstr, ale ciężko jakąś zobaczyć, jest też bardzo tanio, ale za to w czteroosobowym pokoiku, podobno potem mamy się przeprowadzić do takiego segmentu z własną łazienką i salonem. Podobno, bo śpią tam teraz jacyś chłopcy (! niesamowite) i szukają mieszkania. Bonne chance, ja się powoli przyzwyczajam do minimalnej przestrzeni. I hulającego wifi. I może nawet kiedyś przyzwyczaję się do tego, że wieczorem w metrze piętnastolatkowie łapią cię za tyłek, a pod domem śmierdzący magrebianie liżą cię po twarzy. niedziela, 21 września 2008, misswolna
Komentarze
lilalingwetka
2008/10/04 10:39:48
"recepcjonistka mówi, że to wojna, że nie można być uczciwym, bo uczciwi kończą na ulicy" znamy to ze szkocji, zna to cała europa.
Gość: kasik, cpc1-brig2-0-0-cust443.brig.cable.ntl.com
2009/02/04 11:56:34
za to, to i ja Cie chętnie bym z domu wyrzuciła. ale wiesz, to nic osobistego, nie bierz tego do siebie....
|
|