Blog > Komentarze do wpisu
jest kilka rzeczy, które lubię we Francji

Zanim położyłam się spać we wtorek w nocy nastawiłam budzik na 9, ale bez przekonania. W środę zaczynam zajęcia o 11.30 i plan ogólny jest taki, że wstaję wcześniej i trochę się uczę (technikę tę przejęłam od moich współlokatorek, które jak wstaną o 10, to mówią, że za długo spały - please), żeby pójść na seminaria z przestrzeni i lingwistyki funkcjonalnej jako tako przygotowaną. No ale budzik zadzwonił jakby po pięciu minutach i powiedziałam: panie, daj pan spokój, nie widzisz pan, że nie jestem w najlepszej formie? Więc wyłączyłam. Tyle, że za chwilę zaczął dzwonić telefon - patrzę, numer nie dość, że francuski, to jeszcze nieznany. No to wyłączyłam dźwięk w nadziei, że delikwent zostawi wiadomość na poczcie. 

I kto dzwonił? Dzwoniła madame Boucherit, żeby mi powiedzieć, że źle się czuje i nie przyjdzie na zajęcia rano, więc zobaczymy się w przyszłym tygodniu.

Kumacie opcję? U nas z bożą pomocą zadzwoniliby dziesięć minut po rozpoczęciu zajęć i to tylko do jednej osoby. (Inna sprawa, że związki międzyludzkie na francuskich uczelniach są na tyle luźne, że większość studentów ledwo zna swoje imiona).

Mam z tą panią jeszcze zajęcia w poniedziałki i zazwyczaj musimy czekać kilka minut przed wejściem do sali aż skończą się poprzednie zajęcia. Jakie, to nie pomnę, grunt, że wykorzystuje się na nich komputery, więc każdy student przychodzi z wypożyczonym specjalnie na ten cel laptopem. (!)(por. komputery w nauczaniu)

 

Bardzo mi się podoba też stosunek do przechodzenia na światłach. W Szkocji pamiętam, że piesi stali jak wbici w ziemię dopóki się nie zapaliło zielone światło, nawet jeżeli chcieli przejść przez jakąś półleśną ścieżynkię, na której ostatni wehikuł widziano za czasów Wallace'a, no ale ordnung muss sein. W Polsce jak jest, każdy widzi, właściwie wszyscy przechodzą jak chcą, ale niech cie przyuważy policja albo nie daj Boże straż miejska i po pięćdziesięciu złotych. Tymczasem tutaj światła są ogólnie ignorowane, przechodzisz jak i kiedy możesz, ważne, żebyś się jakoś szczególnie desperacko pod koła nie ładował, a policja w ogólnie zwraca na to uwagi. Tak samo też nie zwraca uwagi na teoretycznie zakazane spożycie alkoholu w miejscach publicznych, bo raz, że wino to we Francji nie jest alkohol (a propos, to łupanie w czaszce mówi jednak co innego ;-)), a dwa, że dopóki nie ma w okolicy małych harcerzy, przedszkolnych grup czy kłębiących się turystów, dopóki nie wydzierasz się na całe gardło (wyjąwszy śpiewanie Edith Piaf i Alizee, to można robić bez przeszkód, nawet o 3 w nocy) i jako tako trzymasz się na nogach, to wszystko jest ok. Nikomu przecież nie przeszkadzasz. 

 

Na zdrowie.

piątek, 21 listopada 2008, misswolna

Komentarze
2008/11/22 13:55:26
że w ogóle ktoś by zadzwonił kiedykolwiek, to jest szokujące. my musimy siedzieć 3 godziny nawet jak nikt nie przychodzi.
-
Gość: , aputeaux-154-1-13-207.w83-199.abo.wanadoo.fr
2008/11/22 16:34:45
do mnie kiedys zadzwonila pani K. bylam na egzaminie i a) zaczal sie na mnie wydzierac telefon b) nadziala sie na moja poczte glosowa: obciach ;]
-
Gość: anu, aputeaux-154-1-13-207.w83-199.abo.wanadoo.fr
2008/11/22 16:35:22
to bylam ja, nie jarzabek
-
2008/11/24 21:13:01
ta, a jak w szkocji idziesz od randebałtu do randebałtu "poboczem" to każdy kolejny dupek z tira ci oznajmi przeciągłym klaksonem że tak nie wolno

brrrrr
-
Gość: Czes, 193.0.242.4*
2008/12/02 09:31:31
a u nas w Breslau to częściej mnie nie ma niż zajęć :p
-
too
2009/01/16 21:02:43
ana coś niemrawo te notki piszesz
-
2009/01/23 14:34:46
nie chce mi sie ;)
-
Gość: kasik, cpc1-brig2-0-0-cust443.brig.cable.ntl.com
2009/02/04 11:45:42
a to widzisz, to zupełnie inaczej na pd. Anglii ( bo umówmy się Szkocja to nie jest kraj, tylko część Anglii ;), za tę wypowiedź generalnie mogę tu zginąc, ale co tam), bo tutaj u nas to się idzie jak się chce, a jak raz przystanelam na czerwonym to jakiś typ wpadł na mnie ,bo nie spodziewał się, że się zatrzymam. :)